Podstawy

Czy kot ma 9 żyć i dlaczego nie ma? Psst… Jednak musisz zabezpieczyć balkon

Myślę, że w dzisiejszych czasach już nikt nie ma wątpliwości co do ilości kocich żyć 🙂 Kot jest żyjątkiem obdarzonym tyloma życiami co i człowiek – jednym.

Skąd pochodzi kolejny z mitów o kotach?

Zaintrygował mnie ten mit. Otóż okazuje się, że aby odkryć jego źródło, należy wrócić do kolebki przyjaźni między człowiekiem i kotem – Egiptu. Kiedy kot zaczynał pomieszkiwać w pobliżu człowieka, dał się poznać jako bardzo tajemnicza istota. To, co tajemnicze, inne, najczęściej doczeka się łatki „pochodzącego od bogów” lub „magicznego”. Nic więc dziwnego, że kot ze swoim lekko mistycznym usposobieniem został szybko połączony z boginią Bastet, matką domowego ogniska i boginią miłości (w końcu kot dbał o to, żeby gryzonie nie zjadły całych zapasów zboża). Bastet była przedstawiana jako kobieta z głową kota. Mruczki  były również utożsamiane z Amonem – Ra, odpowiednikiem greckiego Zeusa. Bóg Amon z kolei krył się za cyfrą 9. Ot i cała historia rzekomych dziewięciu żyć.

Swoją drogą, jako kocia mama, która pisze o tym całym „mistycznym i tajemniczym” zachowaniu kotów, nie mogłam nie parsknąć pod nosem na wspomnienie galopu Ramzesa (a jakże, egipsko, a co 😀 ), który brzmiąc jak Chojrak, tchórzliwy pies, biegnie przez cały pokój, ledwo wyrabia na zakręcie i kończy szaleńczą pogoń na parapecie w sypialni. Bo siedział na kolanach osoby, która miała czelność kichnąć. Prawdziwie tajemna, magiczna istota! 😀

Czy w codziennym życiu pamiętamy o tym, że kot ma tylko jedno życie?

Mam co do tego wiele wątpliwości. Odpuszczę chwilowo temat wypuszczania kota, który poruszałam w poprzednim wpisie. Niemniej jednak jeśli planujesz zostać kocim właścicielem, musisz wiedzieć, że kot nie bez powodu uznawany był zawsze za taką tajemniczą i magiczną istotę. Właściciele kotów potwierdzą – to, jak te zwierzęta się poruszają, skaczą, polują, jest jak teatr na czterech łapach. Ich zwinność, gracja i nieprawdopodobna szybkość czynią z nich idealnego mordercę mini zwierzątek i akrobatę na balustradzie balkonu.

Problem polega na tym, że zauroczeni tymi niesamowitymi umiejętnościami zapominamy, że nie ma istoty idealnej. Nie ma zwierzęcia nieomylnego. Ile razy na Nat Geo widzieliście jak lew wpada w poślizg i traci antylopkę? No właśnie.

Na balkonowej balustradzie nasz zwierzak nie straci jedynie obiadu. Najczęściej traci życie. Tak, słyszałam o magicznych upadkach z trzeciego piętra, które skończyły się ledwo draśnięciem, ale nie opierajmy swoich poglądów na jedynie „prawdopodobnych” i gdzieś zasłyszanych opowieściach. Kot spada najczęściej na cztery łapy. A pomyśleliście kiedyś co się stanie z tymi łapami po upadku ze znacznej wysokości, który nie zostanie zamortyzowany przez coś po drodze? Połamane kości to minimum. Stłuczenia organów wewnętrznych, pęknięcia narządów, wylewy, krwotoki. Na pierwszy rzut oka nic zwierzęciu nie jest. Ale tylko na pierwszy.

Z części z nas, kocich opiekunów, wychodzi jednak uparciuszek! I pyta – „no tak, ale przecież mój kot nie jest głupi żeby wyskoczyć, prawda?”. Na koniec czasem słyszę też „HELOŁ! Panikaro!”. Oj tam, oj tam. Od razu zakładamy, że kot jest głupi. Oczywiście, że nie jest. Czy można powiedzieć o 2-3 letnim dziecku, że jest głupie? Nie, ono jeszcze nie wie wielu rzeczy. Uczy się, nie rozumie konsekwencji niektórych działań. Tak samo jest z kotem.

Przykład z życia wzięty, konkretnie z mojego balkonu.

Po osiatkowaniu balkonu wolność okazała się być wspaniała! Tyle nowych rzeczy do obserwowania! Najbardziej fascynujące dla Cleo okazały się ptaki. Jeszcze do tego szaleją przy balkonach i kuszą kocie zmysły. Akurat przyszedł czas na popołudniową kawkę na balkonie, więc dokładnie widziałam fascynację w oczach mojego kota, który widział nadlatującego w kierunku naszego balkonu ptaka.

To była kwestia dwóch uderzeń serca, które na ułamek sekundy zamarło mi w piersi, gdy zdałam sobie sprawę co zrobiłby dorosły kot, który zapatrzył się na przelatującego ptaszka. Pierwszy skok z podłogi na siedzisko krzesła. Natychmiast po nim drugi – na oparcie. I trzeci. Trzeci celował w ptaka. Kot odbił się od siatki i spadł bezpiecznie na podłogę balkonu. Gdybym trzymała w ręku ciastko, wypadłoby mi z wrażenia na podłogę. Wiele razy czytałam na forum „eeeej, ja pilnuję kota na balkonie, nic mu nie będzie”. Nie-ma-szans. Nie ma najmniejszych szans na złapanie kota, który zrobi coś takiego. Uwierzcie mi, że nie zdążyłam nawet pomyśleć czy najpierw krzyczeć, czy odstawić kawę czy wstać z krzesła.

Później siatka ratowała nas również przed spadnięciem w dziurę między balustradą a podłogą. Parę razy w pogoni za listkiem, czasem dlatego, że kafle są śliskie i kot nie wyrobił na zakręcie.

Nie ma dnia w którym otwieram balkon żebym nie chciała na niego wyjść, przykleić się do siatki jak pająk i szepnąć jej w oczko „dziękuję!”. My korzystaliśmy z usług profesjonalnej firmy zajmującej się zabezpieczaniem balkonów – kociasiatka.pl . Trwałość montażu i użytych materałów oceniam na 10,5/10 🙂 Ogrom ludzi zajmuje się osiatkowaniem balkonu samodzielnie i w internecie znajdziecie mnóstwo przykładów, inspiracji, tutoriali.

Zabezpieczony balkon to gwarancja bezpieczeństwa dla Waszego mruczka i spokojnego snu dla Was.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *